niedziela, 21 września 2014

Birthday party



Jeszcze cztery lata temu w życiu bym nie pomyślała, że będę zorganizować przyjęcie dla kilkuosobowej bandy dzieciaków. Teraz takie imprezy urządzam dwa razy w roku i mam wrażenie, że pociągnę je jeszcze przez co najmniej 15 lat. Uwielbiam to robić. Przygotowanie pikniku dla dzieci sprawia mi wielką satysfakcję. Tym bardziej, że teraz Hela jest coraz starsza i każde kolejne urodziny pamięta bardziej i z większym zaangażowaniem w nich uczestniczy. Dzieciaki, wreszcie bawią się ze sobą, a nie obok siebie.

Tematem urodzinowego przyjęcia była tęcza. Wymyśliłam, że będzie to Rainbow Party. Kolorowo, intensywnie i owocowo. Co prawda moje tęczowe, owocowe galaretki, tak jak i owocowe pucharki pozostały nietknięte przez dzieci. Okazuje się, że jeśli na stole znajdzie się chociaż garstka cukierków dzieci wezmą właśnie je, a nie jakieś tam zdrowe maliny :( Największym zainteresowaniem cieszyły się M&M-sy w wafelkach po lodach i lizaki z tęczowej piniaty. Tą ostatnią kleiłam pół nocy, a Rysio i Emilka rozprawili się z nią w trzy sekundy. Cieszę się jednak, że udało się ją rozbić, bo sklejona była dość solidnie.

Gwoździem programu było malowanie tęczy. Każde z dzieci zinterpretowało temat po swojemu, tworząc bardzo interesujące prace. Okazało się też, że mamy parę wyjątkowo wytrwałych artystów, Hela i Franek malowali dopóki starczyło im białego miejsca na "płótnie". Ostatecznie całość pokryła się grubą warstwą wszystkich kolorów tęczy.

Pogoda dopisała nam idealnie, pierwsze krople pojawiły się późnym popołudniem, przeganiając wszystkich dorosłych pod parasole. Dzieci oczywiście biegały w strugach deszczu. 
Wrześniowe wieczory są dość chłodne, najwytrwalsi dokończyli imprezę ogrzewając się w ciepłem przygasającego grilla i resztką urodzinowego toastu.
Wszystko udało się znakomicie!







Piniata ;)
















Poza Helą, świeczki dmuchali wszyscy mali goście, a ja od ich ciągłego zapalania nabawiłam się poparzeń na palcach ;)







Zabawa w przyklejanie z zawiązanymi oczami części ciała. Pies to czy kot? A może świnka?


czwartek, 18 września 2014

Pasja


Beskidy. Rano siadamy do planowania. Rozkładam przetartą na zgięciach mapę i rysujemy palcem trasę wycieczki. Sprawdzamy czas, odległość, kolor szlaku, różnicę wzniesień. Rozmawiamy o zdobytych szczytach, o możliwościach czasowych. Plan działania ustalony. Składam ją z powrotem i pakuję do plecaka razem z termosem świeżo zaparzonej herbaty z cytryną, kilkoma bułkami z serem żółtym i szynką oraz kawałkiem czekolady na kryzysowe momenty. Pakuję też kurtki przeciwdeszczowe, dodatkowy sweter, czapki, szaliki i oczywiście aparat. 

niedziela, 14 września 2014

Gdzie szukać szczęścia?



Pod kamieniem, w szafie, w internecie, a może w galerii handlowej, może na pięciu kierunkach, może w korporacji, a może na koncie?

Przyglądam się jak Rysio podskakuje niczym lajkonik pędząc przed siebie, wymachuje przy tym rękami i podśpiewuje. Co chwilę robi wyższy podskok, potyka się, przewraca i otrzepuje, szczerzy się do nas w szczerbatym uśmiechu, potem znowu gna w podskokach, a razem z nim podskakują jego loki, układając się w przelotne impresje. Tak wygląda moje szczęście. Podskok  to szczęście, szczerbaty uśmiech to szczęście, jego rozwiane loki to szczęście. 
Czas to szczęście, natura to szczęście, szczyty gór skąpane w słońcu to szczęście.

piątek, 12 września 2014

Dzika rzeka


Na spływ pontonem nie musiałam nikogo namawiać, adrenalina to drugie imię moich dzieci. Im bardziej niebezpiecznie, szybciej, ostrzej, tym lepiej. Zero strachu, zero hamulców ( o ich świadomym wyłączaniu pisałam już TU) i dobrze. Nie mam zamiaru ich zwalniać. Zwłaszcza, że sama mam żyłkę zdobywcy, każdą ekstremalną przygodę łykam jak młody pelikan i chcę więcej.
Tutaj, na spływie Popradem jedynie podostrzyliśmy sobie nieco apetyty, na bardziej wartki nurt. Może teraz Kamienna?
Poprad to jedynka w skali trudności rzek. Oczywiście kiedy decydowałam się na ten spływ, przed oczami miałam kadr z filmu „Dzika rzeka”. Wyobrażałam sobie jak wszyscy walczymy z żywiołem, a dzieciaki rzucane od burty do burty starają się zachować spokój . W końcu to górski potok.
Spływ okazał się bardzo łagodny i pomimo wcześniejszych obaw poradziliśmy sobie bezbłędnie.

poniedziałek, 8 września 2014

Kultura dotyku


Dotyk reguluje emocje, działa uspokajająco jest siłą napędową rozwoju dziecka - twierdzi Małgorzata Ohme. 
Niestety teraz dotyk raczej boli nas niż pomaga, kultura masowa skutecznie wykreowała zły dotyk na tyle, że wzdrygamy się na samą myśl, że ktoś mógłby dotknąć nas czy nasze dziecko. Nasze ciało jednak cierpi gdy nie jest przytulane, samotność nie jest stanem naturalnym. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, od zawsze żył w grupie, blisko drugiego człowieka. Pod wpływem bliskości uruchamiają się procesy biochemiczne w mózgu produkując wydzielanie endorfiny i oksytocyny, a te z kolei napędzają nas do działania i dają pozytywną energię.