piątek, 23 stycznia 2015

Dzieci widzą


Bardzo często pytacie mnie w komentarzach i wiadomościach prywatnych co zrobić by wychować grzeczne, mądre dziecko. Prosicie o podpowiedź jak rozwiązywać konflikty między rodzeństwem, jak uniknąć awantur w sklepie, w domu, jak poradzić sobie z histerią. Pytacie o konkretne przepisy, o cudowny sposób,  który jak za dotknięciem różdżki zmieni Wasz świat na lepszy. 
Jest coś takiego. Jest magiczna moc, która odmieni Wasze życie, która pozwoli Wam żyć tak jak chcecie, sprawi, że wszystko będzie prostsze, poukładane, odzyskacie kontrolę nad wszystkim tym, co teraz z powodu pojawienia się nowego członka rodziny zupełnie stanęło na głowie.

To jesteście Wy moi drodzy! Z całym zasobem mądrości, wiedzy, wrażliwości, uwagi i poświęcenia, a Wasze dzieci są zwierciadłem Waszej duszy, Waszej rzeczywistości i Waszego sposobu patrzenia na świat. 

Najlepszą metodą ich nauki jest przykład; sposób reagowania na różne sytuacje, traktowanie innych, podejście do życia, jego afirmacja. Dziecko wszystko rejestruje, nagrywa na swoją kartę pamięci, uczy się, internalizuje, by potem zwyczajnie to odtworzyć. Już od jakiegoś czasu wiadomo, że kary i nagrody nie są skuteczne, mnie przypominają raczej tresurę niż podmiotowe podejście do dziecka. Wychowanie powinno odbywać się przez obecność, wspólne spędzanie czasu, dotarcie do dziecka, czasami w nieoczywisty sposób, skupienie się na tym co go interesuje. Dzieci uczymy poprzez siebie samych, czynimy ich świadkami naszego zachowania. One nas obserwują i zachowują się dokładnie w taki sam sposób. Są naszą kalką, naszym cieniem, naszym odbiciem lustrzanym. 

My traktujemy niegrzecznie rodziców, oni  w taki sam sposób odnoszą się do nas, nie mamy prawa ich za to winić. My warczymy na siebie, oni też na siebie warczą, nie mamy prawa ich za to karać. My nie sprzątamy po sobie, nie mamy prawa oczekiwać tego od nich. My przyklejamy się do smartfona, nie oczekujmy, że dzieci sięgną po książkę. (Ostatnie badania wykazały, że dzieci matek, które czytają zdecydowanie chętniej sięgają po lektury szkolne!)






Jakiś czas temu moje dzieci kiepsko zachowywały się przy stole, nie chciały jeść, marudziły. Ilekroć stawiałam im zupę, było to samo. Uświadomiłam sobie, że po prostu ja nie daję im takiego przykładu. Zwyczajnie nie jem, zapycham się chlebem na stojąco, zmywam naczynia, robię porządki. Jak mogę wymagać od nich by jadły grzecznie zupę skoro nie pokazuję im, że tak właśnie się robi.

Jednak by zmienić dziecko musimy najpierw zmienić siebie. Poznać swoje słabości, swoje mocne strony, zastanowić się co w nas wymaga zmiany, a potem zrobić to. Unikanie pewnych rzeczy odsuwanie ich od siebie, zagłuszanie przez inne aktywności, nie rozwiązuje problemu, a wręcz go utrwala. Nie chcę by moje złe nawyki, zmarnowały mi dziecko.
Dlatego od dzisiaj postanawiam: mniej smartfona, wspólne posiłki, wspólne gotowanie, więcej szacunku w kontaktach z moimi rodzicami, dziadkami, więcej książek. Więcej uwagi dla siebie, mniej ignorancji i po prostu więcej czasu razem, normalnie.







HELA 
Dres TUTAJ ( ceny można negocjować ;)

wtorek, 20 stycznia 2015

Mamo, tato nie wtrącaj się!


"Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi. Są synami i córkami powołanymi do życia przez Życie. Przychodzą przez was, ale nie z was. I choć są z wami, do was nie należą."
Khalil Gibran

W poszukiwaniu inspiracji do wpisu, długo zastanawiałam się nad tym cytatem. Czy wychowujemy dzieci dla nas czy do życia? Czy dajemy im wybór? Czy pytamy czego chcą, co lubią? Czy ustawiamy na jedynych, właściwych torach, podejmujemy za nich decyzję i dbamy by trzymały azymut na słuszny cel, cel naszych aspiracji?

piątek, 16 stycznia 2015

Manifest Matki Polki uziemionej!


Jak nie teraz to kiedy, jak nie z Tobą to z kim, jak nie to, to co? 

Pewna pielęgniarka opiekująca się umierającymi ludźmi spisała listę rzeczy, których najczęściej żałują przed śmiercią. 
Odpowiedzi są banalnie proste, większość z nas boi się o tym pomyśleć, a przecież takie oczywiste.
Postanowiłam zrobić to podsumowanie już dziś.

wtorek, 13 stycznia 2015

so good...


Zupełnie przypadkowo i spontanicznie wypisałam się z internetu. Trzy tygodnie bez zaglądania na facebook'a, bloga, bez odpisywania na @. Zalogowana tu i teraz w realu miałam czas by układać myśli przy resztkach zimowego słońca. Lubię jak nisko wędruje nad horyzontem, długie, wyciągnięte cienie, słoneczne refleksy prześwitujące przez korony drzew. Ledwie wzejdzie, a już chowa się zmęczone tą krótką wędrówką. W każdej z tych słonecznych chwil chcę się kąpać po szyję, nabrać ich jak najwięcej do kalendarza wspomnień. W tych momentach sam na sam ze słońcem zawsze jest nam dobrze, nie ma terminów, zobowiązań, nie słyszę telefonu, ani upływającego czasu, który nieodwracalnie wytycza drogę ku zachodowi.