sobota, 18 października 2014

Łódź design ( srizajn)


Moje nastawienie do sztuki jest dość zdystansowane, patrzę na nią z równym podziwem jak i respektem. Czasami sztuka mnie peszy, czasami zwyczajnie jej nie rozumiem. Tak jak na przykład praca Tracey Emin. Kontekst jest jasny, przekaz oczywisty, ale kompletnie nie pojmuję szału na tego typu performance, a tym bardziej ceny jaką ludzie są w stanie zapłacić by stać się posiadaczem owego arcydzieła. Mam wrażenie, że niekiedy artysta w pewnym sensie podąża za reputacją i cokolwiek stworzy wszyscy będą piać z zachwytu. 

Rzecz ma się podobnie z Łódź Design Festival, otoczony jest jakąś estymą zachwytu, na miejscu panuje hipsterski nastrój i mam wrażenie, że tam po prostu wypada być. Większość pewnie nawet nie do końca wszystko rozumie, ale na wszelki wypadek poduma nad kawałkiem drewna. Niektóre prace są piękne, niektóre praktyczne i funkcjonalne, niektóre tylko abstrakcyjne, ale niektóre to po prostu przerost formy nad treścią.

Dzieciaki trochę odczarowały ten napuszony design. Patrząc ich oczami nagle pojęłam, że wszechobecny zachwyt nad tym czego nie rozumiem, podążanie za tłumem jest kompletnie bez sensu. Część z tych rzeczy była po prostu śmieszna. Dwa kawałki drewna, które ktoś wystrugał na potrzeby pracy dyplomowej, nie niosły ze sobą nic, prócz opacznego rozmienia sztuki cyrkowej, chociaż nie wiem czy nawet to. 
Nasze dzieci wszystkiego dotykały, bawiły się, śmiały się z tego i nagle zobaczyłam przedmioty, które ktoś nazwał sztuką, a są zwykłymi kawałkami drewna czy aluminium. Nie wątpię, że część z nich niesie ze sobą głęboką treść, ale niektóre prace to po prostu jakaś dziwna ekwilibrystyka. Czasami warto wziąć ze sobą dzieci by zobaczyć to co oczywiste, by stłuc tą wydmuszkę i odkryć, że w środku nic nie ma.
Na szczęście pojęcie sztuki jest niedefiniowalne i niemożliwe do kompletnego określenia, dlatego zawsze będziemy błądzić w tym świecie nieco po omacku. Tylko własny rozsądek podpowie nam, czy nie przekraczamy granic absurdu zachwycając się zwykłą szczoteczką do zębów ( tak, też tam taka była). Warto większość prac poznać przed pójściem na wystawę, by chociaż w niewielkim stopniu próbować zrozumieć co artysta miał na myśli. Zwykłe użytkowe przedmioty mogą mieć swój kontekst i nieść ponadczasowe przesłanie. Nawet zwykły kamień postawiony w odpowiedni sposób i w odpowiednim miejscu może mieć wielkie znaczenie dla rozwoju sztuki. Tylko czasami trzeba też umieć spojrzeć na sztukę nieco ozięble, nie przestawać dyskursu i potrafić stawić czoła jej narracji, a nie tylko niezrozumiale ją kontemplować.

Bardzo dziękuję dzieciakom za odczarowanie Łódź Design Festival ;) 






















Poznajecie na zdjęciach Lunę i Tosię?

czwartek, 16 października 2014

Własna firma



Chyba każdy marzy o własnej firmie. Każdy pragnie swojego kawałka świata, w którym radość z realizacji pasji bedzie choć w połowie proporcjonalna do wysiłku i pieniędzy jakie można zarobić.
Niektórym się udaje, innym nie, niektórzy na start mają 200 tys, inni toną w kredytach, jedni inwestują pieniądze całego życia, drudzy za kilka złotych są w stanie rozkręcić niezły biznes. Można miec smykałkę do interesów, można mieć marketingowe zacięcie, ale przede wszystkim trzeba mieć wielkie serce do ludzi. Wielu z nas tego pragnie, ale jeszcze więcej zbyt mocno jest przywiązana do swojego status quo, boi się zmiany. Dlaczego? Nie wierzymy w swoje możliwości, brak nam motywacji. Przedsiębiorczość jest bardzo wrażliwa na takie sygnały. To co o sobie myślimy, starch i ryzyko przed zmianą jest wielkim hamulcowym nowych wyzwań. Negatywne stereotypy, budują w nas całą masę ograniczeń.
Często też popadamy w nadmierną egzaltację i idealizację nowych działań. Wielka rządza sukcesu, chęć zarobienia dużych pieniędzy i brak świadomości problemów to pułapka, w którą wpadają młodzi przedsiębiorcy.
Biznes to ciężka praca, to oszczędzanie każdego grosza, to radość z najdrobnieszego sukcesu, to wzloty, ale też upadki.

piątek, 10 października 2014

czwartek, 9 października 2014

Mikołajek



Trochę trudno mi się z tym pogodzić, ale Rysio jakby z dnia na dzień wydoroślał. Nie jest już małym berbeciem, który słodko marudzi przy obiedzie. Nagle stał się dużym chłopcem, który chce słuchać nie tylko historyjek o misiach, króliczkach, czy żabkach, ale żądny jest literatury przygodowej. W tym roku nastąpił przełom, powoli odchodzimy od lektur obrazkowych i krótkich opowiadań na dobranoc z pokazywaniem ilustracji. 

wtorek, 7 października 2014

Szkoła


Szkoła zbliża się do nas wielkimi krokami, coraz głośniej dudnią w mojej głowie wywołując ataki paniki zmieszane z nutą podekscytowania i ciekawości. Słyszę świdrujący dźwięk dzwonka, krzyk wybiegających z sal dzieci, skrzypienie kredy po tablicy. Odgłos zatrzaśniętego dziennika, odczytywanie nazwisk, odbijanie piłki w sali gimnastycznej, zapach materacy do ćwiczeń przegryzający się z obiadem w stołówce to znak moich czasów. Podstawówka z lat 80-tych różni się zapewne od tych współczesnych, chociaż obawiam się, że nieznacznie.