czwartek, 12 marca 2015

Narty z dzieckiem


W górach zima w pełni, więc z czystym sumieniem pokazuję Wam zdjęcia  z naszego wypadu na narty. Daleka jestem od specjalistycznych porad w tym zakresie, bo sama nie jeżdżę dobrze, ale podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami, bo być może zastanawiacie się własnie nad wyjazdem. Chciałabym ułatwić Wam tą decyzję.

Kiedy zacząć?

Jak najwcześniej. Rysio zaczął jeździć w wieku trzech lat, szło mu doskonale, więc w tym przypadku byliśmy pewni, że to dobra decyzja.
Początki zawsze są trudne, pierwszy dzień to płacz, często niechęć, narzekanie. Wtedy dajemy sobie czas, stajemy się mistrzem zen i  z uśmiechem na ustach idziemy na frytki tudzież inne pocieszacze. Za godzinę wracamy na stok. Tak było z Helą. Nie złapała bakcyla od razu, pierwszy dzień to była próba sił, następnego śmigała już jak szalona. 
Nic na siłę, warto pierwszego dnia nawet podreptać po śniegu, by oswoić się z sytuacją.

Instruktor, a może sami?

Tylko instruktor! W naszym przypadku Instruktorki, to był strzał w dziesiątkę. Przygodę z dziewczynami zaczęliśmy już trzy lata temu z Rysiem. W tym roku nie mogło być inaczej. Świetnym rozwiązaniem jest przedszkole narciarskie. Nie tylko dlatego, że mamy święty spokój na pół dnia, ale przede wszystkim, że poza jazdą, jest jeszcze coś więcej. Zabawa, koleżanki, koledzy, cudowne ciocie, rozgrzewka, która przypomina raczej berka niż jakiś morderczy wysiłek. Genialne jest to, że o nic nie musisz się martwić, dziecko jest zaopiekowanie, wybawione i nauczone! 
Nie podjęłabym się pierwszych chwil z Helą, po założeniu nart po prostu jechała przed siebie krzycząc, że nie umie się zatrzymać! Otóż to! Najważniejsze, to nauczyć się hamować.

Jeśli wybierzecie się w okolice Jaworzyny Krynickiej polecam Wam gorąco dziewczyny, ze względu na ich zamiłowanie do dzieci, niezwykłą cierpliwość i zaangażowanie. Reszta zależy od dziecka, ale raczej wszystkie przebierały nóżkami, żeby wreszcie ruszyć na stok w towarzystwie różowo seledynowych kombinezonów. Zakończenie kursu wieńczył dyplom i medal, co jest dodatkową nagrodą dla małych adeptów za włożony trud i siódme poty.

Sprzęt?

Na pierwszy raz wystarczy skorzystać z wypożyczalni, koszty są niewielkie, a my, mamy pewność, że wszystko jest idealnie dobrane. Warto wcześniej kupić kask, google i odpowiednią odzież, tego nie wypożyczymy, a dobrze mieć podstawowy outfit. 
My dla Heli wypożyczyliśmy sprzęt na tydzień, Rysio miał swój.

Stopień trudności?

To oczywiście wybiera instruktor. Najlepiej pozostawmy jemu decyzję, nie oceniajmy sami możliwości dziecka, może nas to zgubić. Rysio jeździ już całkiem nieźle, ale mnie wciąż wydawało się, że nie panuje nad sytuacją, bez przerwy krzyczałam "wolniej, wolniej!". W końcu stwierdził, że nie chce już z mną jeździć i musieliśmy wrócić do instruktora.

Koszty?

Spore. Samo przedszkole to koszt około 700 zł. za jedno dziecko na tydzień, w godzinach od 9 do 13, ale to pieniądze wydane mądrze i z inwestycją w przyszłość. Poza tym od rana sami możemy wreszcie pojeździć, a gdy dziecko nabędzie już umiejętności, spróbować jeździć wspólnie. 
Koszt jednej godziny, to około 100 zł., ale nie polecam dlatego, że przez jedną godzinę ciężko się czegokolwiek nauczyć, minimum to dwie, wtedy jest czas na rozgrzewkę, ćwiczenia i ewentualne szlifowanie braków.
Do tych kosztów należy doliczyć też skipass, który w tej chwili jest dość drogi, u nas było to około 80 zł, za dzień dla jednej osoby, dla Heli był oczywiście tańszy.
Nie wiem jakie są koszty za granicą, ale po podliczeniu wyjazdu, myślę, że mogłoby wyjść podobnie. Na pierwszy raz na pewno warto skorzystać z warunków w Polsce, zwłaszcza jeśli nie jesteśmy pewni czy dziecku się spodoba. My pewnie za jakiś czas zdecydujemy się na lodowiec.
Tutaj, w Polsce niestety dobre warunki kończyły się o godzinie 13; rozjeżdżony śnieg, kolejki do wyciągów, tłok.








Najważniejsza sprawa jednak to nasza motywacja i chęci, bez tego nie ma sensu w ogóle zaczynać przygody z nartami. Dyscyplina też się przyda, w końcu już o godzinie 9.00 trzeba być na szczycie. 
My pewnie nie zaczęlibyśmy tak szybko gdyby nie silna presja dziadka, który jeździ na narty kilka razy w sezonie i dla którego to wielka pasja i miłość największa chyba ze wszystkich. To on pierwszy kupił Rysiowi narty i pierwszy kibicował w jego kolejnych zjazdach. Wspaniale dopinguje dzieciakom w ich zmaganiach, a to z kolei bardzo ich nakręca i mobilizuje. 
Przy nich i ja mam ochotę na więcej, wspaniale jest móc zjechać bez obaw o więzadła, wykręcone kostki i potłuczone żebra, a to możliwe jest tylko przy doskonałej technice, którą mam zamiar zgłębić.
Polecam Wam kochani wszelkie aktywności, podróże i jak najwięcej sportu. Zwłaszcza teraz kiedy w górach właśnie spadł śnieg nic nie stoi na przeszkodzie by w weekend wyruszyć i poszusować na białym puchu. Jedźcie! My chyba zdecydujemy się jeszcze na jakiś krótki wyjazd bo czujemy niedosyt i mamy apetyt na więcej.











piątek, 23 stycznia 2015

Dzieci widzą


Bardzo często pytacie mnie w komentarzach i wiadomościach prywatnych co zrobić by wychować grzeczne, mądre dziecko. Prosicie o podpowiedź jak rozwiązywać konflikty między rodzeństwem, jak uniknąć awantur w sklepie, w domu, jak poradzić sobie z histerią. Pytacie o konkretne przepisy, o cudowny sposób,  który jak za dotknięciem różdżki zmieni Wasz świat na lepszy. 
Jest coś takiego. Jest magiczna moc, która odmieni Wasze życie, która pozwoli Wam żyć tak jak chcecie, sprawi, że wszystko będzie prostsze, poukładane, odzyskacie kontrolę nad wszystkim tym, co teraz z powodu pojawienia się nowego członka rodziny zupełnie stanęło na głowie.

wtorek, 20 stycznia 2015

Mamo, tato nie wtrącaj się!


"Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi. Są synami i córkami powołanymi do życia przez Życie. Przychodzą przez was, ale nie z was. I choć są z wami, do was nie należą."
Khalil Gibran

W poszukiwaniu inspiracji do wpisu, długo zastanawiałam się nad tym cytatem. Czy wychowujemy dzieci dla nas czy do życia? Czy dajemy im wybór? Czy pytamy czego chcą, co lubią? Czy ustawiamy na jedynych, właściwych torach, podejmujemy za nich decyzję i dbamy by trzymały azymut na słuszny cel, cel naszych aspiracji?

piątek, 16 stycznia 2015

Manifest Matki Polki uziemionej!


Jak nie teraz to kiedy, jak nie z Tobą to z kim, jak nie to, to co? 

Pewna pielęgniarka opiekująca się umierającymi ludźmi spisała listę rzeczy, których najczęściej żałują przed śmiercią. 
Odpowiedzi są banalnie proste, większość z nas boi się o tym pomyśleć, a przecież takie oczywiste.
Postanowiłam zrobić to podsumowanie już dziś.

wtorek, 13 stycznia 2015

so good...


Zupełnie przypadkowo i spontanicznie wypisałam się z internetu. Trzy tygodnie bez zaglądania na facebook'a, bloga, bez odpisywania na @. Zalogowana tu i teraz w realu miałam czas by układać myśli przy resztkach zimowego słońca. Lubię jak nisko wędruje nad horyzontem, długie, wyciągnięte cienie, słoneczne refleksy prześwitujące przez korony drzew. Ledwie wzejdzie, a już chowa się zmęczone tą krótką wędrówką. W każdej z tych słonecznych chwil chcę się kąpać po szyję, nabrać ich jak najwięcej do kalendarza wspomnień. W tych momentach sam na sam ze słońcem zawsze jest nam dobrze, nie ma terminów, zobowiązań, nie słyszę telefonu, ani upływającego czasu, który nieodwracalnie wytycza drogę ku zachodowi.